Z góry ostrzegam i przepraszam - dzisiaj będzie dłuuuugo, jeszcze dłużej niż poprzednio. Ale tematy ważne i nie da się przejść "po łebkach". Mam tylko jedną małą prośbę - jeśli doczytasz do końca to zostaw jakąś reakcję - jakąkolwiek, nawet za negatywną będę wdzięczny o ile będzie oznaczała, że przebrnąłeś przez cały ten tekst.

3xP - Potrzeby, Pragnienia, Pożądliwości. Te trzy pojęcia wydają się być bliskoznaczne, czasami wręcz używane zamiennie jako synonimy. Z całą pewnością są często błędnie interpretowane i nazywane w sposób prowadzący do nadużyć wg. prostego, a jakże często spotykanego schematu: swoje własne pragnienia i pożądliwości nazywamy potrzebami, a o cudzych potrzebach mówimy, że to “tylko” pożądliwości, w najlepszym razie pragnienia. Spróbujmy to rozłożyć na czynniki pierwsze. 

Potrzeby są obiektywne, często fizjologiczne, nie dające się zaspokoić w żaden alternatywny sposób. Jeżeli nie masz gdzie mieszkać i przez to nie możesz właściwie funkcjonować to nawet najpiękniejszy komplement nt. twojego wyglądu w żaden sposób nie zaspokoi potrzeby posiadania przysłowiowego dachu nad głową. “Gdyby brat albo siostra nie mieli się w co ubrać i brakowałoby im codziennego pożywienia; A ktoś z was powiedziałby im: Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i najedzcie, a nie dalibyście im tego, czego potrzebuje ciało, jaki z tego pożytek?” (List Św. Jakuba 2:15-16). Dopowiedzmy tylko, że niezaspokojone potrzeby powodują konkretne, obiektywne konsekwencje - żyjesz w ciągłym lęku o swoją przyszłość więc twoja fundamentalna potrzeba poczucia bezpieczeństwa nie jest zaspokojona. Prędzej czy później odbije się to na twoim zdrowiu: psychicznym, fizycznym, zapewne na obu i jeszcze w kilku innych dziedzinach życia na dokładkę. Proste? Proste! 

Idźmy dalej - pragnienia. To jakby jeden poziom wyżej ale jak je obiektywnie zdefiniować? Ciągnijmy ten wątek dachu nad głową. Mam dochody, wynajmują małe mieszkanie - nie kapie mi już na głowę, mam gdzie odpocząć i wyspać się po pracy, mogę dobrze funkcjonować. Ale… chciałbym czegoś więcej, np. więcej miejsca na relaks, większy pokój, żeby przyjmować gości, itd. Czy to coś złego? Absolutnie nie, ale przyjrzyjmy się temu. Po pierwsze - pragnienia są już decyzją na poziomie serca czyli innymi słowy są trochę takim “widzi mi się”. I tutaj może być pierwszy zgrzyt - jak to? Przecież mam obiektywne podwody! Chciałbym być gościnnym więc potrzebuję większego mieszkania, żeby mieć gdzie przyjmować gości. Oczywiście dla każdego pragnienia możemy znaleźć obiektywne powody, które później bardzo pomagają w realizacji tego pragnienia ale to nie zmienia faktu, że decyzja serca jest pierwotna w stosunku do znajdowanych uzasadnień. Ciągnąc dalej ten przykład - przecież jeżeli naprawdę chcesz komuś okazać gościnność i poświęcić czas, to możesz to zacząć robić pomimo braku warunków - są różne rozwiązania. Stare porzekadło mówi, że jak się naprawdę chce, to się znajdzie sposób, a jak się nie chce, to się znajdzie wymówkę. I tutaj dochodzimy do kolejnej różnicy pomiędzy potrzebami, a pragnieniami. Pragnienia, w przeciwności do potrzeb, mogą być zaspokajane w alternatywny sposób - oczywiście warunkiem jest nasza wewnętrzna zgoda na to - jak się nie ma co się lubi to się lubi (autentycznie i szczerze) to co się ma. Zaspokojone pragnienie daje tylko krótkotrwałą satysfakcję gdyż istnieje pewne nienaruszalne prawo mówiące, że jedno zaspokojone pragnienie rodzi… następne. W ten sposób wpadamy w błędne koło zaspokajania pragnień, w którym w końcu dochodzimy do ściany w postaci niezaspokojonego pragnienia. 

Niezaspokojone pragnienie nie musi powodować negatywnych konsekwencji w naszym życiu ale… niestety zazwyczaj je powoduje gdyż ewoluuje w pożądliwość! I tutaj mamy chyba najtrudniejsze z tych trzech pojęć do zdefiniowania. Nie wiem czy ty też tak masz, ale ja przez większość życia, w wyniku własnych doświadczeń, rozumiałem to słowo przede wszystkim w kontekście ludzkiej seksualności. Oczywiście jest to dziedzina gdzie pożądliwości ukazują się wyjątkowo jaskrawo ale byłoby ogromnym błędem stwierdzić, że ograniczają się one tylko do tej dziedziny. Biblia mówi o pożądliwościach jako o pewnym konkretnym schemacie działania wynikającym z postawy serca. “Lecz każdy jest kuszony przez własną pożądliwość, która go pociąga i nęci. Następnie pożądliwość, gdy pocznie, rodzi grzech, a grzech, gdy będzie wykonany, rodzi śmierć.” (List Św. Jakuba 1:14-15). W przypadku pożądliwości usprawiedliwianie ich obiektywnymi względami nawet nie brzmi już za dobrze i schodzi na dalszy plan. Jeżeli masz wewnętrzny przymus napędzający cię do realizacji bez względu na koszty, to na pewno jest to już pożądliwość, nawet jeśli “na papierze” wygląda niegroźnie. Wynajmowałeś małe mieszkanko, kupiłeś większe (oczywiście tylko po to, żeby przyjmować gości), a teraz twój dom i ogród muszą być najpiękniejsze w okolicy, a gości zapraszasz tylko po to, żeby ich komplementy cię w tym utwierdzały. I niemal na pewno te komplementy wcale cię nie przekonują, za to w twoim sercu rośnie już kolejna pożądliwośc, którą dla niepoznaki nazywasz pragnieniem albo będąc mistrzem hipokryzji - potrzebą. A ta z kolei MUSI być przecież zaspokojona i to bez względu na cenę! 

Jeżeli ten przykład mieszkaniowo-budowlany nie przemawia do ciebie za bardzo, to chciałbym cię zachęcić do tego abyś się szczerze zastanowił, czy nie można nazwać pożądliwościami takich rzeczy jak:

  • przymus wypowiedzenia ostatniego zdania w każdej dyskusji,
  • szukanie atencji, skupianie uwagi na swojej osobie,
  • wyrażanie pogardy dla osób żyjących wg innych niż twoje wartości lub zmagających się z rzeczami, które dla ciebie nie są problemem (nawet jeśli robisz to używając kulturalnego języka - zamień “pogardę” na “dezaprobatę” i zobacz co się dzieje),
  • przymus posiadania wiedzy o tym co się dzieje w otoczeniu (zwany potocznie plotkowaniem),
  • przymus przesuwania granic swoich możliwości w ramach podejmowanych aktywności fizycznych (nazywany dla niepoznaki zaspokajaniem potrzeby posiadania dobrej kondycji),
  • przymus do odgadywania i zaspokajania z wyprzedzeniem pragnień innych osób nazywany dla niepoznaki troskliwością…

Mam tak dalej wymieniać? A przecież wymieniłem na razie tylko tych parę rzeczy, które zobaczyłem w swoim własnym życiu, a każdy ma swój indywidualny pakiet. Nie wymieniałem nawet pożądliwości do zaspokajania uzależnień od całej gamy środków psychoaktywnych albo kompulsywnych zachowań ani przymusu pozostawania w zgodzie i na bieżąco z modami i trendami. 

Wszystkie te rzeczy łączy i definiuje jeden prosty mianownik: słowo MUSZĘ pojawiające się w głowie ilekroć temat pojawia się na stole. Alternatywnie NIE MOGĘ w przypadku tych pożądliwości, które próbujesz zaspokajać nie poprzez podejmowanie działań ale poprzez ich zaniechanie. Pojadę po bandzie: NIE MOGĘ komuś przebaczyć bo to też w jakiś chory sposób zaspokaja moją pożądliwość… do hodowania urazy w sercu. Grubo? Ilekroć w twojej głowie zapala się kontrolka “MUSZĘ” (iść zapalić, przeklnąć, skomentować, udowodnić rację, kupić sobie coś itp, itd, etc,) lub “NIE MOGĘ” (przebaczyć, zaufać, przestać coś robić, itp, itd, etc) prawda jest taka, że TO COŚ ma ciebie, a nie ty masz kontrolę nad tym czymś. A skoro to coś ma ciebie, to jak nie inaczej to nazwać jeśli nie w ten sposób, że jesteś niewolnikiem? Brzmi bardzo archaicznie bo oszukujemy się sami, że w dzisiejszym świecie nie ma już niewolnictwa… dobre. Przystanek autobusowy przed dowolną szkołą, nawet podstawową - większość młodych ludzi z e-papierosem. Zaciągają się bo lubią czy bo muszą? A jeśli muszą - bo nie ma innej uczciwej odpowiedzi - to czyż nie są niewolnikami? I jeszcze raz - hipokryzją jest odnosić to tylko do klasycznych uzależnień - chodzi o wszystkie te sytuacje, gdy coś MUSISZ lub NIE MOŻESZ. To coś ma ciebie i jesteś tego niewolnikiem. 

Załóżmy, że już nawet zaakceptowałeś, że są dziedziny gdzie jesteś niewolnikiem. Pierwsza myśl - muszę uciec, uciec z niewoli i wtedy będę wolny! Jak uciekasz niewolniku? idziesz na terapię, pracujesz nad sobą (czasem ciężko - nie przeczę), afirmujesz się, motywujesz, zwiększasz kompetencje miękkie, robisz dużo dobrych rzeczy. Ale wiesz co? Niestety dalej jesteś niewolnikiem - tylko że zbiegłym. Cieszysz się chwilową wolnością (nie przeczę, sam tak miałem) ale to nie zmienia faktu, że list gończy jest na ciebie wydany i w każdej chwili możesz trafić na łowcę zbiegów. Kiedy w takim razie niewolnik staje się rzeczywiście wolny? Tylko w dwóch przypadkach: po pierwsze, kiedy jego pan postanowi go uwolnić. Choć takie przypadki zdarzały się historii to nie liczyłbym na takie rozwiązanie w omawianych sytuacjach. Drugi przypadek polega na tym, że pojawia się ktoś, kto jest silniejszy od obecnego pana tego niewolnika, pokonuje go, a następnie obdarza niewolnika wolnością.

I w tym miejscu zasadniczo zakończę swoje wywody ale zacytuję jeszcze kilka fragmentów ze Słowa Bożego. Jeśli już jakimś cudem dotarłeś do tego miejsca ale niespecjalnie identyfikujesz się z chrześcijaństwem albo Biblia nie jest dla ciebie żadnym autorytetem - to mam ogromną prośbę - wykaż jeszcze tylko odrobinę konsekwencji: doczytaj te wersety do końca i odpowiedz sobie uczciwie, czy teraz, w kontekście tego wszystkiego co napisałem powyżej, nie brzmią one nieco inaczej, bardziej realnie?

Tego bowiem, co robię, nie pochwalam, bo nie robię tego, co chcę, ale czego nienawidzę, to robię. A jeśli robię to, czego nie chcę, zgadzam się z tym, że prawo jest dobre. Teraz więc już nie ja to robię, ale grzech, który we mnie mieszka. Gdyż wiem, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro, bo chęć jest we mnie, ale wykonać tego, co jest dobre, nie potrafię. Nie czynię bowiem dobra, które chcę, ale zło, którego nie chcę, to czynię.” (List Św. Pawła do Rzymian 7:15-19)

"Nędzny ja człowiek! Któż mnie wybawi z tego ciała śmierci?" (List Św. Pawła do Rzymian 7:24)

Wtedy Jezus im odrzekł: Uroczyście zapewniam was: Każdy, kto popełnia grzech, staje się niewolnikiem grzechu. Niewolnik nie pozostaje w domu na zawsze, stale natomiast pozostaje w nim Syn. Jeżeli więc Syn obdarzy was wolnością, będziecie naprawdę wolni.” (Ewangelia Św. Jana 8:34-36)

On to uwolnił nas spod władzy ciemności i przeniósł do królestwa swego umiłowanego Syna” (List Św. Pawła do Kolosan 1:13)

Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli!” (List Św. Pawła do Galacjan 5:1)

Komentarze

Popularne posty